Bajeczne Włochy – Triest
Wybór miejsca na urlop nigdy nie jest dla nas prosty. Z jednej strony praca, której nijak nie można zostawić, z drugiej chęć odprężenia się i doładowania akumulatorów to coś, co jest silniejsze niż obowiązek. Ostatnio padło wiec na Włochy, a dokładniej Triest i jego okolice. Pogoda wyśmienita, warunki wyśmienite i wspomnienia, które przywieźliśmy z tamtych rejonów, z pewnością zostaną w nas na długo. O czym warto wiedzieć?
Triest to jeden z rejonów Włoch, który jest najbliżej Polski i choć teoretycznie powinno tam być nieco chłodniej niż na parnym południu “włoskiego kozaka” to tak nie jest. I na szczęście – do Włoch dotarliśmy samochodem ( 1000 km, jakie 15 godzin jazdy non stop, z przerwą na potrzeby wyższe), pogoda była tak piękna, ze aż chciało się od razu zobaczyć więcej.
Na trasie widoki jak na załączonym obrazku – skały przewalające się niby mosty nad drogami, zaraz obok morze i chęć wskoczenia w jego czyste, przepełnione fauną i flora wody. Sam Triest – urzekający. Gęsto usiania sieć uliczek, wąskie przesmyki i – o losie- nawet jedna z Pań lała z okna wodę po praniu, wprost na chodnik (zupełnie jak w starodawnych filmach z Sophią Loren!). Poza tym przemili ludzie, którzy ni w ząb nie rozumieli, o co pytamy, ale chętnie pokazywali drogę do kolejnych zabytków. I coś, o czym wspomnieć po prostu należy: setki skuterów i motocykli na ulicach. Włosi chyba całkowicie powariowali na ich punkcie, bo o ile dorosły człowiek na skuterze jest widokiem powszednim, to starsza Pani z marchewkami na ramieniu, odpalająca skuter była widokiem nie z tej planety.
Jeśli komukolwiek miałabym polecić wycieczkę do Triestu to robię to z czystym sumieniem – niezliczona ilość miejsc, które trzeba zobaczyć i takie proste, codzienne spostrzeżenia, i sympatyczni ludzie, który częściej zapamiętujemy na dłużej. Zdecydowanie warto.
